Jakiś psotnik, skrzat czy wróżka
Rano dziś mi wlazł do łóżka,
Sen zawiązał na powiekach,
Nie ociągał się, nie zwlekał,
Zasłaniając dzień co z okna
Światłem nie mógł wejść do środka,
Kołdrą ciasno mnie otulił
Puchem klejąc do koszuli,
Usiadł sztywno przy mym uchu
I czekając tak w bezruchu,
Nucił słodką kołysankę
By zagłuszyć dźwięk poranka ...
Kiedy się już rozbudzałam,
Nieprzytomna szans nie miałam
Przygnieciona stwora mocą ...
Nikt nie przyszedł mi z pomocą
Więc utknęłam w bezsilności,
Nie znalazłam przytomności;
Obcą magią znieczulona
W sen wróciłam ogłuszona;
Stwór odgrodził mnie od chwili,
Kiedy inni się budzili;
Ten wybitnie wredny winny,
Co to przyszedł nieproszony -
Ja wstać chciałam - To ten Chochlik,
Bym rozpędu nie nabrała, wypiął mi o świcie wrotki!