wtorek, 13 maja 2025

Za cenę duszy ...

A gdyby na rozstaju dróg 

Zaprzedać diabłu duszę 

Czego poskąpić mógł Bóg?

Co warte jest wiecznych katuszy?


Czego brak w życiu doczesnym, 

Wywołałby taką motywację, 

By wystawać po nocy na drodze, 

Zamiast iść spać po kolacji?



środa, 29 stycznia 2025

usprawiedliwienie

Jeśli to nie głupi kawał
Anioł stróż mój miał dziś zawał
Stał jak zwykle w aureoli
I odganiał to co boli 

Swą świętością mrok łagodził
Dobre sny mi oswobodził
Aż tu nagle dość koszmarnie
Zgasł i spojrzał pusto na mnie

Gdy odwrócił się skrzydłami 
Zostaliśmy z lękiem sami 
Ciemność wpadła mi do łóżka
Aż oklapła ma poduszka

Z cierpkim szumem nocnych mar
Wpadł przez okno strachu żar
Anioł stał wciąż tyłem cicho
Gdy mnie przygwoździło licho

Chciałam krzyknąć - nie zdołałam
Chciałam płakać - łez nie miałam
Chciałam złapać go za skrzydło
Lecz nie dało mi straszydło

Anioł milczał, strach napierał
Strach co się pod łóżkiem zbierał
Wypełzł kłębem niesprzątanym
Koszmarami lat mych tkany 

W nim dziecięce pierwsze lęki
Pierwsze smutki - jak z piosenki
I młodzieńcze dni rozpaczy
Wstyd i że ktoś to zobaczy

Strach o bliskich bezpieczeństwo
Zagrożenia i szaleństwo
Kradzież, atak i rabunek
Brak nadziei na ratunek

Każdy brak sprawiedliwości
Zawód na praworządności
Wszelka zdrada, zniesławienie
Praca bez wynagrodzenia

Nitki win tchórzostwa, fałszu
Wiją się w beznogim marszu
Tną zmęczeniem tym, że dalej
Coraz gorszym świat się zdaje

Bezsilnością - zło się mnoży
Co dzień zawsze ktoś dołoży
Jedna zbrodnia jeszcze pali
Gdy kolejny dach się wali

I wciąż nowe są systemy
By nam dawać choć nie chcemy
By nam zabrać, co nam drogie
By nas spętać - ręce, nogi

Powinnością, przepisami
Wiarą, groźbą, wyrzutami
Mową o odpowiedzialności
Świętej wojnie, powinności

W uszy tyle kłamstw nam leją
Że już fakty się nie kleją
A najprostszych słów znaczenie
Co i rusz ma inne brzmienie

Obiektywizm to ułuda,
Wierzcie w rozum, teraz w cuda
Wciąż ktoś krzyczy na co patrzę
Gdy inaczej widzę zawsze

Mnożą się ograniczenia,
Własne zdanie - bez znaczenia
Zakazy są wszak szlachetne
Niech się wstydzi kto ich nie chce

I nieludzki się okaże
Ten co myśleć się odważy
Kto bezmyślnym nie jest kołem
W tej maszynie - ekonomii

Górnolotnych haseł pustych
Nie powtórzą moje usta
Więc od tłumu tak odstaję
Że się wszystkim diabłem zdaję

Inny - znaczy zagrożenie
Śmiercią - z domu wychodzenie
Kto większością się nie zraża
Też rodzinę swą naraża

Pozytywne ludzkie czucie
Staje się kamieniem w bucie
To co dobre w nas, powoli
Tworzy łańcuch w tej niewoli

Póki jeszcze anioł czuwa
Tak się tego nie odczuwa
Można siebie okłamywać
I przed światem się ukrywać

Niby wszystko w dobrej wierze
Wszak każdego anioł strzeże
Co pozwala nam codziennie
Żyć po cichu bezimiennie

I stajemy się tym tłumem
Co nie idzie za rozumem
Lecz na ślepo wprost do rzeźni
Wszyscy wykształceni, trzeźwi

W kupie raźniej i bezpieczniej
Byle cicho, byle grzecznie
Byle w oczy się nie rzucać
Bo znów będą nam dokuczać

Jeszcze zaczną nas wytykać
I zaczniemy się potykać
Nie znajdziemy innej drogi
Prędzej połamiemy nogi

I choć lęków, strachów, bólu
Co raz więcej w nas - jak w ulu
Skrzydłem świętym otoczeni
Wciąż bezpieczni, choć zmęczeni
 
W pierwszej chwili nie wierzyłam
Głupi kawał założyłam
Nim dostrzegłam martwe oczy
Byłam pewna - stróż się droczy

Anioł jednak znieruchomiał
Jakby nigdy mocy nie miał
Aureola jego zbladła
I w ciemności gdzieś upadła

Ja w otchłani lęków tonąc
Nie umiałam jemu pomóc
Przygnieciona własnym lękiem
Odpłynęłam z cichym jękiem

            Połykając mrok zbierany całe życie
        Co się teraz wylał na mnie tak obficie
    Będąc pewną, że to moment w którym konam
Pomyślałam, że nawet nie wierzę w tego anioła

I zaczęłam śmiać się w środku, potem kaszleć zgrozą
Strach pokonał mnie w pościeli, lecz nie będę kozą
Obolała wciąż w rozpaczy na podłogę się zsunęłam
Chciałam w strachach znaleźć ślepo tego co go nie ma

Nie wiem ile dni dokładnie to szukanie trwało
Wstałam już gdy byłam pewna, że nic z niego nie zostało
I niechętnie lecz spokojnie, poszłam po odkurzacz
Ewidentnie już zbyt długo się w tych strachach się nurzam


Jeśli nie był to tylko głupi kawał
    Anioł stróż mój miał dziś zawał
        Znieruchomiał, zgasł i ślad po nim zaginął
            Sama strach swój przetrawiłam teraz kryzys minął.






















Stories by Klaudia KiKi on Medium

Życzenia - zbiór